Obóz wysiedleńczy w Poznaniu - materiały śledztwa S7/01/ZN
Obóz wysiedleńczy na Głównej został utworzony na skutek decyzji Heinricha Himmlera z dnia 30 października 1939 r. dotyczącej przeprowadzenia masowej akcji wysiedlenia ludności polskiej i żydowskiej z ziem, które włączone zostały bezpośrednio do Rzeszy niemieckiej 1 września 1939 r.
Pierwsze masowe wysiedlenie miało miejsce już o świcie 5 listopada (o 5::00 rano). Wygarniętych z mieszkań przerażonych ludzi przewieziono do baraków poamunicyjnych mieszczących się przy ul. Bałtyckiej, w dzielnicy zwanej Główna.
Niemcy obóz nazywali przejściowym, natomiast w korespondencji różnych organizacji konspiracyjnych była mowa o obozie wysiedleńczym, a nawet określano go „obozem koncentracyjnym”.
Wysiedlenia[]
Według ustaleń Marii Rutowskiej[1] w sumie wywieziono z niego do Generalnej Guberni 32.986 osób (31.424 Polaków, 1.112 Żydów i 450 Cyganów). Ostatni transport opuścił obóz 20 maja 1940 r.
Wysiedlenia objęły wszystkie warstwy ludności Poznania: inteligencję, kupiectwo, rzemiosło, robotników i ludność najuboższą.
Sposób, w jaki dokonywano wysiedleń, w schemacie, przedstawia się następująco: późnym wieczorem (zazwyczaj po godz. 22) przed wybrane domy zajeżdżały autobusy. Funkcjonariusze policji niemieckiej [...] wpadali do mieszkań, dając mieszkańcom 10 minut czasu na spakowanie bagażu osobistego, przy czym skrupulatnie przestrzegano, by zabrać wyłącznie rzeczy najpotrzebniejsze. Pieniądze, biżuterię itd. konfiskowano na miejscu […] Chorych, nawet obłożnie, usuwano również z mieszkań. Po upływie owych sakramentalnych 10 minut ładowano wysiedlonych do autobusu i odwożono do baraków. [...] Ludność Poznania, zorientowawszy się po kilku dniach w sytuacji, miała już bagaże stale przygotowane i spakowane i do godz. 24 oczekiwała na nocną wizytę policji, opuszczając następnie mieszkanie z humorem, nierzadko ze śpiewem. [...] Inna jednak była sytuacja pierwszych wysiedlonych z 5, 6 i następnych kilku dni listopada. Nie znali oni powodu zabrania ich z mieszkań, zwłaszcza iż nader często zachowanie się żandarmów wywoływało rozmaite przypuszczania, a zwłaszcza jedno – że wywożeni są do obozu koncentracyjnego [...][2]
Organizacja obozu[]
Dla wysiedleńców przeznaczono 5 baraków, które zostały otoczone podwójnymi zasiekami z drutu kolczastego. W narożnikach obozu ustawiono wieżyczki obserwacyjno-strzelnicze. Obóz po zmroku stale był oświetlany reflektorami. Wewnątrz i na zewnątrz obozu stale przechadzały się patrole wartownicze.
W barakach panowała ogromna ciasnota - na każdą osobę przypadało ok. 50 cm szerokości. Ciasnota potęgowana była faktem umieszczania bagaży wewnątrz baraku.
Baraki miały posadzkę kamienną, a w dwu wypadkach drewnianą – wyłożoną cienką warstwą słomy, w środku miały przejście odgrodzone deskami. Każdy barak zaopatrzony był w jeden lub więcej piecy. Palono dość intensywnie, mimo tego jednak, z powodu niedostatecznej liczby piecy temperatura w barakach była dość niska. W pierwszych tygodniach pobytu w barakach wysiedleni musieli myć się w kilkudziesięciostopniowym mrozie na dworze w drewnianych korytach, położonych na ziemi; później, w miarę organizowania się polskiej służby obozowej umywalnie te umieszczono wewnątrz baraków. Latryny znajdowały się na wolnym powietrzu, za drewnianym płotem, jedynie pod niedużym okapem. Były one urządzone zupełnie prymitywnie. Były one wieloosobowe. Dokonano jedynie rozdziału na część męską i damską.[3]
Władze obozowe[]
Niemieckie władze obozowe reprezentowali umundurowani funkcjonariusze SS Totenkopftruppe oraz cywilna administracja.
Komitet polski[]
Kierownik administracyjny i jego zastępcy odnosili się do Polaków niechętnie i odznaczali się wybitnym lenistwem, całą odpowiedzialność za należyte funkcjonowanie życia obozowego zrzucali na Komitet polski.
Pierwsza grupa wysiedlonych [...] poza kompletną niepewnością co do swych losów – przez pierwsze dwa dni znajdowała się w fatalnym położeniu. Pierwszego bowiem dnia nie otrzymała nic do picia i jedzenia, drugiego zaś dnia – jedynie kawę rano i wieczorem zupę, z tym jednak, że niemiecka administracja nie dostarczyła tu żadnych naczyń. Dopiero trzeciego dnia rankiem, komendant obozu SS Sturmbannführer Schmechel zebrał wszystkich wysiedlonych i wyłonił spośród nich polską reprezentację, która odtąd [...] pełniła funkcję polskiej administracji obozu, wykonującej polecenia komendy i administracji niemieckiej. Popularnie reprezentacja ta nosiła nazwę »Komitetu« [...] Uprawnień Komitet polski nie miał w istocie żadnych, poza pewnego rodzaju samorządem w dziedzinie administrowania obozem według ścisłych wskazówek i norm władz niemieckich. Organizacyjnie struktura Komitetu przedstawiała się następująco: starszy obozu6 oraz grupy: 1) biuro i administracja, 2) intendentura i kuchnia, 3) służba sanitarna, 4) poczta i cenzura, 5) straż ogniowa, 6) policja obozowa i 7) grupa robotnicza.[4]
Życie obozowe[]
Pomimo zaistniałej sytuacji w obozie wysiedleńcy nie upadali na duchu - na tę postawę składało się kilka czynników. Po pierwsze - nerwy szarpało conocne oczekiwanie na wysiedlenie. Wywiezienie do baraków czyniło sytuację jasną i przynosiło ze sobą odprężenie nerwów. Po drugie - w grę wchodził także czynnik ambicji i godności narodowej: „Niemcy oczekują po nas załamania nerwowego, płaczu i próśb? To my właśnie śmiejemy się i śpiewamy.”[5]
Także postawa już osadzonych w obozie ułatwiała przetrwanie w mimo wszystko w miarę pogodnym nastroju.
Dokąd Państwo życzą sobie zajechać? Do Hotelu Francuskiego? Proszę bardzo. A może Hotel Rzymski bardziej Państwu odpowiada? Barak nr 1 – to Hotel Francuski, nr 4 – »Hotel de Paris«, nr 5 – Hotel Rzymski. Komponowano też ad hoc piosenki, dowcipy, anegdotki [...]
Mimo oficjalnego zakazu wykonywania praktyk religijnych
Wysiedleni [wśród których byli też księża] zbudowali z desek postument służący za ruchomy ołtarz, zbili z drzewa krzyż, wyrzeźbili [...] lichtarze, z miasta dostarczono relikwij, przyborów liturgicznych i w niedzielę, a później nawet w dnie powszednie [...] księża odprawiali mszę św. [podczas których] śpiewał nawet chór dzieci wysiedlonych, wyćwiczony przez nauczycielstwo, poza tym organy zastępowały skrzypce i harmonia ręczna. Przyznać trzeba, że mimo iż nabożeństwa niedzielne z uwagi na swój potężny, spontaniczny charakter, nie mogły ukryć się przed władzami niemieckimi – pomijały one milczeniem tak wyraźne przekroczenie zakazu [...]
W Boże Narodzenie 1939 r. Komitet polski zorganizował też, dzięki pomocy właścicieli istniejących jeszcze w Poznaniu polskich piekarń i sklepów rzeźnickich, Gwiazdkę dla około 1000 wysiedlonych.[6]
Przypisy[]
Źródła[]
- Biuletyn IPN, 1-2 (60-61)/2006