Poznańska Wiki
Advertisement
Poznańska Wiki
Dżuma
Quote3  Bóg po trzykroć najlepszy, najpotężniejszy, zechciał za grzechy wymazać spośród żywych cały lud miasta Poznania i wszystkich jego przedmieść i wsi. Ci, którzy pozostali w mieście, tak byli zabijani bezlitosną zajadłością Prozerpiny - śmiercionośnej zarazy, że wywożono ich nagie zwłoki - co za rozpacz! - z miasta na wozach. W najpodlejszy sposób chowali ich grabarze w różnych ogrodach, niepoświęconych miejscach i naprzeciw klasztoru Bernardynów przy kolumnie z rzeźbą Chrystusa Zbawiciela, tam niepoliczeni nawet spoczywają w Panu.  Quote2
Kronika poznańskich pisarzy miejskich
Quote3  W pachwinach i pod pachą pojawiały się nabrzmienia, przyjmujące kształt jabłka i zwane przez ludzi szyszkami. Wkrótce te śmiertelne opuchliny pojawiały się i na innych częściach ciała; od tej chwili zmieniał się charakter choroby: na rękach, biodrach i indziej występowały czarne albo sine plamy; u jednych były one wielkie i rzadkie, u drugich skupione i drobne  Quote2
Dekameron

Rok 1709 był jednym z najgorszych w dziejach miasta. Najpierw przyszła zima tak sroga, że wszystko zamarzło na trzy łokcie. Padały zwierzęta i umierali ludzie, pękały drzewa. Szwajcarscy meteorolodzy w 2004 r. wyliczyli, że była to najsroższa zima w ostatnich 500 latach.

Po tak przerażającej zimie przyszedł nieurodzaj i głód. Dodatkowo w Poznaniu stacjonowały wojska szwedzkie, wracające z rosyjskich stepów.

W czerwcu 1709 roku przywleczono z Kalisza straszne powietrze morowe. Ustał wszelki handel. Pozamykano kramy i świątynie. Domy i całe ulice świeciły pustkami, gdzie się spojrzało - wszędzie trupy, płacz, jęki i rozpacz tych, którzy drogie swemu sercu osoby tracili i wkrótce sami za nimi iść musieli, co razem sprawiało posępne wrażenie[1].

Początkowo chorych natychmiast wypędzano z miast na pola, gdzie mieli dogorywać. Potem odwrotnie - kiedy okazało się, że Poznań i tak jest już zakażony, miasto zamknięto. Nikt nie mógł opuścić przerażającej pułapki.

Widmo zagłady miasta[]

Na początku 1709 r. Poznań liczył 12 tys. mieszkańców. 9 tys. z nich zmarło na skutek zarazy i jej pochodnych, np. głodu. Wielu żywych uciekło, w tym burmistrz i radni.

Do strat demograficznych dodać należy straty materialne. Uszczupliły one w znaczny sposób majątek miejski i prywatny. Pozostawione, a właściwie porzucone w panice przez uciekinierów kamienice oraz inne dobra ruchome i nieruchome stały się łakomym kąskiem dla złodziei żerujących na ludzkim nieszczęściu. Znaczny odsetek z nich stanowili grabarze miejscy zwani kopaczami. Jednym z miejsc, gdzie chowano zmarłych był dół leżący za Bramą Wrocławską, w tym miejscu znajduje się dziś dom handlowy Kupiec Poznański[2].

Obozujący pod Sołaczem Szwedzi, którymi dowodził gen. Krassau, z obawy przed zarazą oraz na wieść o klęsce Karola XII pod Połtawą opuścili Poznań i udali się do Szczecina.

Poznań wymarł - stał się zupełnie pusty. Groził mu zupełny upadek.

Po dżumie wszystko zaczyna się od nowa[]

Wyniszczone panującą zarazą oraz działaniami wojennymi miasto Poznań zyskało sobie protekcję króla Augusta II Mocnego, który wziął je pod swoją opiekę, zawieszając w październiku 1709 roku na pewien czas obowiązkowe świadczenia podatkowe na rzecz Skarbu Korony, a 6 września 1710 r. zezwolił na sprowadzenie osadników z zagranicy. Ponadto Wielki Hetman Koronny Adam Mikołaj Sieniawski zwolnił miasto z obowiązków żołnierskich – konieczności oddawania określonej liczby rekruta do wojska koronnego. Te i inne postanowienia miały doprowadzić do szybkiego przywrócenia miastu jego dawnego statusu ekonomicznego. Dla Rzeczpospolitej rządzonej przez Sasów był to bardzo ważny ośrodek w dziedzinie gospodarki. Należy zwrócić uwagę, że szlak wodny Warty pełnił wtedy tę samą funkcję, co dzisiejsza (2014 r.) autostrada A2.

Na pomysł sprowadzenia osadników z zagranicy wpadł najprawdopodobniej biskup poznański Krzysztof Szembek. Władze miejskie wydały odezwę, która była skierowana do państw niemieckich, głównie do Bambergu. Jedynym warunkiem, zgodnie z nakazem króla Augusta II Mocnego dotyczącego osiedlania się cudzoziemców, było wyznanie rzymskokatolickie. Do Poznania wkrótce przybyli Bambrzy i już w 1719 r. zasiedlili Luboń, potem Dębiec, Bonin, Rataje i inne wsie. Dostali drewno i ziarno, podnieśli miasto z ruin.

Zakazano hodowli trzody w mieście i starano się poprawić stan sanitarny ulic. Rozpoczęło się np. zbieranie z nich odpadków. Nakazano ludności wietrzenie izb przez okna wychodzące na stronę północną, bowiem nadejścia zarazy spodziewano się od południa (traktowano cyrkulację powietrzną przychodzącą z południa jako „zgniło–wilgotną” w odróżnieniu od „suchej” północnej). W obrębie bram miasta wystawiano posterunki, które odsyłały przybywających do specjalnie pobudowanych azylów pełniących funkcję kwarantanny. Kontroli podlegały także towary pochodzące z tych obszarów

Do dawnej liczby mieszkańców Poznań wrócił jednak dopiero w 1777 r. [3]

Przypisy[]

  1. „W dawnym Poznaniu” Z. Boras i L.Trzeciakowski
  2. Jarosław Burchardt, Roman K. Meissner, Dorota Burchardt "Oddech śmierci – zaraza dżumy w Wielkopolsce i w Poznaniu w pierwszej połowie XVIII wieku", Nowiny Lekarskie 2009, 78, 1, 79–84
  3. AD 1709 - Gdy umierali wszyscy
Advertisement